

Cud nad Bałtykiem - Eugen Gorb

Parametry
- Stan
- Nowy
- Faktura
- Faktura VAT
- Wydawnictwo
- Inforteditions
- Język
- polski
- Tematyka
- Wielkie wojny, kampanie, bitwy
- Okładka
- miękka
- Waga (z opakowaniem)
- 0,3 kg
- Wysokość produktu
- 23,5 cm
- Szerokość produktu
- 16,3 cm
- Numer wydania
- 1
- Autor
- Eugen Gorb
- Liczba stron
- 92
- Tytuł
- Cud nad Bałtykiem. Rosyjsko-szwedzkie operacje pod Kołobrzegiem jesienią 1760 roku
- Rok wydania
- 2 024
- ISBN
- 9788367730778
- Nośnik
- książka papierowa
- Seria
- inna
- Gatunek
- Historia
Opis produktu

Cud nad Bałtykiem
Autor: Eugen Gorb
EAN: 9788367730778
Strony: 92
SID: 3558176
Cud nad Bałtykiem
Jeszcze przed świtem 6 września 1760 roku gwałtowna bałtycka burza, która niepokoiła sprzymierzonych od co najmniej tygodnia, nagle ustąpiła. Wydawało się, że natura igra z przeciwnymi stronami pod murami Kołobrzegu, zmuszając wrogów do porzucenia swoich planów. Niebo znów się przejaśniło, a nad brzegiem krążyły setki mew wraki rozbitych okrętów obiecywały ptakom ucztę. Wybrzeże w pobliżu twierdzy usiane było zmiażdżonymi przez fale beczkami z wołowiną, którą rozsypano po piasku i która miała brudnoszary, wyjątkowo nieapetyczny kolor. Ciał martwych marynarzy nie było widać na brzegu zostały wcześniej usunięte przez rosyjski oddział desantowy, który zdążył wylądować przed rozpoczęciem samego ranka bombardowanie twierdzy z okrętów rosyjsko-szwedzkiej eskadry zostało wznowione z taką samą energią. Ogniem nadal dowodził energiczny ober-czechmeister Demidow, który w rzeczywistości przejął całe dowodzenie operacją oblężniczą, pozostawiając admirałowi Miszukowowi jedynie reprezentacyjne funkcje nominalnego głównodowodzącego. Stary admirał czuł się nie najlepiej tygodniowy sztorm miał wyjątkowo negatywny wpływ na i tak już nadszarpnięte zdrowie 76-letniego wilka 6 września załoga 100-działowego rosyjskiego okrętu flagowego Swiatoj Dmitrij Rostowskij była świadkiem przygnębiającego widowiska. Gdy tylko morze się uspokoiło, a świt pojawił się na horyzoncie pod okrzykami mew, dwaj adiutanci, otworzywszy nogami drzwi kajuty kapitańskiej, wyciągnęli Zachara Daniłowicza, trzymając go za ramiona, aby zbadał wybrzeże po ustąpieniu sztormu. Admirał nie spał poprzedniej nocy dręczył go katar i krwawiące rany, które pokrywały całe jego ciało i uniemożliwiały mu nawet założenie kamizelki, by godnie prezentować się przed załogą...
